• Dr Łukasz Ordynowski

MOJA ODYSEJA - jak powstał gabinet.

Zaktualizowano: 20 lut 2020


Odkąd zacząłem pracę jako lekarz medycyny estetycznej miałem przyjemność pracować w wielu klinikach oraz gabinetach, podglądać różne style pracy i modele prowadzenia biznesu. Każde z tych miejsc wiele mi dało i dużo mnie nauczyło, jednak z powodu silnie rozwiniętej potrzeby własnej ekspresji zawsze miałem ochotę w nich coś zmienić, choćby poprzesuwać, coś dodać, a coś ująć :) Od wielu lat interesuje mnie tworzenie wnętrz, ich aspekt psychologiczny, to jak wpływają na nasz nastrój.

Uwielbiam piękne, stare przedmioty, podziwiam kunszt i precyzję ich wykonania. Mam ogromny szacunek do mistrzów rzemiosła oraz pracy wykonanej własnymi rękami. Zdarza mi się odnawiać antyki, malować ściany, a czasem nawet obrazy.




Staram się tworzyć, planować, konstruować, kombinować - a następnie brać czynny udział w urzeczywistnianiu projektu. Szczególnie pociągają mnie fuzje antyków i staroci ze współczesnością oraz architektura światła. Projekty szyję na miarę - kontakt w miejscu gdzie zwykłem czytać, włącznik na wysokości ręki, fotel ustawiony tak, aby podziwiać ulubioną szafkę z wyjątkową lampą.

Uważam, że ludzie mają umiejętność „odpoczywania oczami”, dlatego ważne są miejsca piękne, harmonijne oraz sztuka, ponieważ wprowadzają spokój i sprzyjają odpoczynkowi.


Podziwiam takie domy, w których gdzie nie rzucę okiem, tam znajdę jakiś interesujący drobiazg, zaaranżowaną scenę, coś z duszą, zaprojektowane sercem. I zwykle takie projekty nie są związane z ogromem pieniędzy oraz markowymi meblami. Wnętrza z duszą, które widziałem to skarby z pchlich targów, samodzielnie zbita pułka, stare żeliwne okno, pozornie chaotyczny zbiór elementów, które dopiero właściciel układa w zgrabny bukiet.








Lokal, który mam nadzieję Państwo odwiedzą, spadł mi prosto z nieba! Otóż bar Rabarbar, w którym zwykłem jadać obiady blisko miejsca pracy, zamknął się nagle po wielu latach swojej działalności. Lokalizacja była świetna, a metraż wystarczający! Co prawda, jak widać na załączonym filmiku i zdjęciach, remont generalny jaki należało przeprowadzić mógłby niejednego śmiałka przestraszyć - ale nie mnie! Szczególnie, że nie lubię niszczyć czegoś, co wciąż jest funkcjonalne i się „nadaje” - jednak tutaj mogłem zrobić czystkę bez wyrzutów sumienia. Po zdjęciu płyt gipsowych odkryliśmy piękny szalunek na suficie, znajdujący się na 4 metrach wysokości, który nadawał wnęrzu rozmachu i przestronności. Od razu wiedziałem, że już go nie zasłonię. Podłogi z założenia miały być tłem i nie przyciągać przesadnie uwagi, za wyjątkiem inkrustacji kamiennego „dywanu” odwzorowującego szalunek na suficie.

W założeniu to posunięcie miało zespoić obie struktury oraz nadać charateru bardziej salonowego w zwykle dość sterylne poczekalnie i hole. Betonowe ściany z marmurowym laserunkiem wydawały się wystarczające, aby przełamać biel pozostałych ścian, a jednocześnie nie na tyle agresywne lub zdobne, aby konkurować ze świerkowymi sofami czy abstrakcyjnymi obrazami.


Kolorystyczne rozwiązania miały nawiązywać do sztuki Art Deco z nutą Secesji, w swoich prostych formach, butelkowych zieleniach, ciemnych granatach spojonych złotą nitką. Chciałem by na myśl przywodziły wygodne i eleganckie wnęrza, jakie widujemy w galeriach, na reklamach dobrych cygar lub w „Wielkim Gatsby’m”.

Kiedy tworzę projekty, ze względu na upodobanie do wielu źródeł i punktów światła, na początku współpracującym elektrykom trudno nadziwić się takiej ilości kabli i instalacji. Nie raz już usłyszałem: „Panie, tyle kabli to ja w dwupiętrowym domu nie mam!”, jednak to się narawdę opłaca. Jedno wnętrze dzięki kilku scenom świetlnym może pokazać oblicza nie do poznania za dnia!

Innymi elementami, jakie doceniam są naturalne światło i żywe rośliny. Ponieważ zabudowanie ścian „na sztywno” w gabinecie ograniczyłoby możliwość skorzystania ze światła w czasie dnia, zdecydowałem się na duże okna doświetlajace foyer oraz część socjalną. Wewnątrz tych okien zostawiłem na tyle przestrzeni , aby możliwe było podłączenie oświetlenia oraz instalacji z liści oraz kwiatów inspirowanej tropikalną florą. Dzięki takiemu rozwiązaniu całość wydaje się bardziej przestrzenna, spójna, elegancka, lecz wciąż przytulna i sprzyjająca odpoczynkowi po pracowitym dniu.



Toalety dla pacjentów zawierają kontynuację betonu z laserunkiem marmurowym oraz jako dodatki podświetlane złote lustra, dzięki czemu zyskały nieco intymny, buduarowy charakter.

W całym gabinecie rozmieściłem drobne skarby wyłowione przy okazji wycieczek na pchli targ; kamienny wizytownik, secesyjny parasolnik, teatralne kute wieszaki czy odrestaurowany fotel biurowy z lat 60-tych oraz wiele innych, które wprawne oko dostrzeże i doceni! Ogromnie się cieszę z tego projektu, dziękuję raz jeszcze Rodzinie, Doradcom i Wykonawcom! A Państwa zapraszam serdecznie w odwiedziny!

Z uszanowaniem,

Łukasz Ordynowski

381 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie